Moją największą pasją od prawie ćwierć wieku są przede wszystkim naturalne metody leczenia. Jestem nimi zafascynowana. Zakochana w Dwupunkcie i matrycy energetycznej. A co za tym idzie w uzdrawianiu kwantowwym, różnych technik np. wg Richarda Bartleta, Franka Kinslowa i Erika Pearla. Soul Body Fusion, EFT, Dwupunkt, Acces Bars i Reconnection to moja miłość w kwestii samouzdrawiania naszego organizmu. Są też uzdrawiające kody i kody Grabovoja.
W wolnych chwilach maluję akrylami obrazy intuicyjne, od koloru lub od kreski, również mandale lecznicze, rysuję węglem, jeżdżę na rowerze, uprawiam nordic walking, pasjami czytam książki, również piszę i zachwycam się magią mojego miejsca na ziemi, medytując często na łonie natury.
Od lat robię posty zdrowotne, również te najpiękniejsze w mojej ocenie, 40 dniowe. Uważam, że uzdrawianie postem leczniczym , który kończy się zawsze naturalnym oczyszczaniem naszych głównych organów, jest nam dane po to, by nauczyć się wsłuchać bardziej w swoje ciało, w tym bardzo głośnym teraz świecie. To po pierwsze, a po drugie to historia postu 40 dniowego sięga tysięcy lat i skutkuje zawsze samouzdrawianiem. Post nie przyszedł do nas teraz z tzw. zachodu jako obecna moda, ale jest z nami od tysięcy lat, od zawsze. POST 40 dniowy to CUD dany nam od Boga, a rezultaty są wprost nieprawdopodobne, co, jak i czym? leczy się podczas takiego POSTU, bez udziału naszej świadomości . To metoda samouzdrawiania i odnowy biologicznej całego naszego organizmu.
Robię je i doświadczam, więc naprawdę wiem jak się czuję i o czym mówię.
W zgodzie z naturą jem też świadomie i wiem co jem.
Dlaczego zaczęłam zgłębiać tę wiedzę?
Przyczyn i powodów było kilka ,najpierw była chyba ciekawość, potem doszły inne.
Dociekliwość a potem była potrzeba lub i albo raczej ostatnia deska ratunku. A tak naprawdę dlatego, że w sercu zawsze słyszałam i czułam taki inny głos, czułam go zawsze. Głos, który brzmiał w mojej głowie i mówił, zamknij oczy, otwórz serce, ale zajrzyj za tę kurtynę. Na „tamten czas” niewykonalne, bo jak miałam otworzyć serce, zamknąć oczy a jednocześnie zajrzeć za kurtynę.
Dzisiaj wiem, że wszystko jest możliwe, nawet to co jest nieprawdopodobnie niemożliwe.
Nie zmylił mnie umysł, a ten głos , dzisiaj wiem, że to było najlepsze co mogłam w tamtej chwili dla siebie zrobić…. ZAUFAŁAM.
Nie wiem czy powiedzenie udało się, wygrałam albo, że było warto jest dobrym wyborem, bo dla określenia tego obecnego stanu , zasób słów, którymi operuje mój umysł jest zbyt skromny. Jest tylko na miarę jego potrzeb i na pewno, nie uwzględnia odczuwania z poziomu tak serca jak i Duszy.
A ja w miarę dojrzewania, byłam coraz bardziej pewna, że jest coś więcej niż to co pokazuje mi świat i wszyscy ludzie wokół mnie. Widziałam i czułam dużo więcej i inaczej, niż wszyscy wokół, co powodowało nie lada tarcia najpierw w domu a potem w szkole itd.
Myślę, że zawsze odkąd sięgam pamięcią, byłam inna, byłam uparta, niezależna i ciekawa, a moje pomysły były dość innowacyjne, delikatnie mówiąc, biorąc pod uwagę czasy w których dorastałam.
Tak zostałam niejako z automatu rodzinnym outsiderem, nie tylko w tej dziedzinie, ale i w wielu innych.
No i przyszedł w moim życiu taki dzień, kiedy usłyszałam słowa…. MOŻNA INACZEJ.
To było jakbym nagle, zmieniła wymiar na inny.
Po drodze do tego żeby dotrzeć do tego „czegoś „było bardzo burzowo, bardzo.
Nie miałam wtedy zupełnie pojęcia o wielu rzeczach, chociaż tak naprawdę były ze mną od zawsze.
Były i co ciekawe nadal są, nie zniknęły za sprawą czarodziejskiej różdżki. Przestałam po prostu dawać im uwagę, nie dawałam energii, przekierowując ją na moje wnętrze.
„Kiedyś „którego nie było, byłam cały czas na zewnątrz w materii, która chociaż była, to spełnienia nie było.
Ale te słowa kluczowe , były KLUCZEM ….chociaż nie od razu wzięłam go do ręki, by otworzyć drzwi do innego postrzegania, przede wszystkim. Były niejako potwierdzeniem tego co czułam w sercu od zawsze.
I nie pozwoliłam sobie ich wyrwać z serca… Są ze mną do dziś….od 1999 roku.